Archiwum bloga

Szukaj na tym blogu

środa, 20 czerwca 2018

100. "Ślub"-Witold Gombrowicz ♥

 Autor-Witold Gombrowicz
Tytuł-"Ślub"
Gatunek-utwór dramatyczny
Wydana-2013
Ocena-10/10

































Witam Was dzisiaj uroczyście, z pełnym zachwytem i ekscytacją. Zapewne zdziwieni jesteście takim nazwiskiem tutaj u mnie. Absolutnie nie ma czym, gdyż autor od kilku lat należy do grona moich Mistrzów literackich. Wiem, że jest trudny w odbiorze, momentami dziwny, poplątany, nielogiczny, nierozumiany. Uwierzcie mi, że warto jednak poświęcić uwagę jego twórczości. Dlaczego? Gdy już go zrozumiecie, również przyznacie mu racje. Przede mną piąte spotkanie z twórczością autora. Nagły powrót po latach. Oczywiście chciałam przeczytać, obowiązkowo, ale miał jeszcze poczekać. Nie wytrzymałam, nadszedł impuls. Za mną "Pornografia", "Dzienniki", o których Wam wspomniałam przy okazji jednej z kwietniowych recenzji, "Trans-Atlantyk" i oczywiście "Ferdydurke", które MUSICIE znać, nie ma wymówek. Tym razem nadchodzi drugi z utworów dramatycznych autora. Trudny, dziwny, zawiły, ale wspaniały. Obawiam się, że żadna recenzja nie będzie w stanie wyrazić jego geniuszu. Ja jednak spróbuję. Zapraszam.

Młody żołnierz, Henryk, znajduje się na froncie we Francji. Motywem przewodnim utworu jest sen, który przenosi go w bliskie i tak dobrze znane mu strony, do karczmy prowadzonej przez jego rodziców. Po przybyciu na miejsce stwierdza, że obecni panujący tam porządek jest zupełnie inny od tego, który zapamiętał z dzieciństwa. Rodzice Henryka są bowiem nieustannie terroryzowani przez obecnych w karczmie pijaków, a jego narzeczona, Mania, zostaje sprowadzona do roli dziewki, służącej. Rozpoczyna się konflikt, wojna psychologiczna, polegająca na ciągłym przybieraniu coraz to nowych masek i form. W ten sposób ojciec staje się królem, pijak-ambasadorem, a sam Henryk-dyktatorem. W jakim celu? Zapraszam do lektury.

Niniejszy tytuł stanowi dramat formy (tutaj odsyłam do "Ferdydurke",tam też wielokrotnie się one pojawiały). Bohaterowie bardzo łatwo i wręcz nieustannie zmieniają swoje role. Dodatkowo w przebieg wydarzeń zamieszana jest postać pijaka, która powoduje jedynie chaos i burzy tak precyzyjny plan Henryka, jakim było przywrócenie dawnego porządku w karczmie. Skuteczność przybierania form zależy od akceptacji otoczenia. Przypomnę Wam, że to sytuacja wymusza na nas określoną formę. Nie ma przed nią ucieczki i nigdy nie będzie. Jesteśmy na nią dożywotnio skazani niczym aktorzy w teatrze. My też odgrywamy względem siebie rozmaite role, w spektaklu pt: "Życie".


 "Ludzie, łącząc się między sobą, narzucają sobie nawzajem taki czy inny sposób bycia, mówienia, działania... i każdy zniekształca innych, będąc zarazem przez innych zniekształcony"



Dramat przedstawia odwieczny konflikt jednostki z formą. Henryk również jest jej niewolnikiem. Bohater zdaje się sprawować nad wszystkim kontrolę. Czasem jednak on sam musi dostosować się do zachowania innych osób.

Akcja utworu utrzymana jest w konwencji onirycznej. Postaci są jedynie wytworem wyobraźni głównego bohatera, pomimo to, jednak, wymagają od niego zachowywania się w określony sposób (zmiana i przybieranie różnorodnych, nowych form). Z tego powodu Henryk ma wciąż problem z określeniem własnej tożsamości i toczy zaciętą walkę ze światem zewnętrznym.


"Henryk stwarza sen, a sen-Henryka"



W "Ślubie" możemy zauważyć wiele aluzji do różnych dzieł. Jedna z nich to nawiązanie do twórczości Williama Szekspira. Monolog Henryka z trzeciego aktu niemal natychmiast narzucił mi skojarzenie z monologiem "Hamleta".

Kolejnym istotnym motywem jest władza sprawowana przez jednego z domowników. Można ją zarówno łatwo stracić, jak i zyskać. Z tego powodu jest ona wyraźnie niestabilna. Ślub Henryka z Manią natomiast ma na celu unieważnić rozgrywającą się od dawna wojnę psychologiczną i jej konsekwencje. Problem tkwi jedynie w tym, że przeszłości już nie da się w żaden sposób zmienić...

Podczas czytania dostrzegłam inny zabieg. Postać Henryka stanowi uosobienie poglądów religijnych samego autora. Pisarz odrzucał bowiem istnienie Boga i wszelakiej siły wyższej. Bardzo krytycznie postrzegał twórców poprzednich epok, ze szczególnym uwzględnieniem pisarzy i poetów romantycznych. Być może właśnie ten srogi krytycyzm jest powodem takiej, a nie innej interpretacji dzieł autora. 

Jeszcze innym ważnym motywem dramatu jest poszukiwanie siebie, własnego "ja". Autor zadaje pytania: kim tak naprawdę jesteśmy, jeśli ciągle gramy? Jeśli ktoś gra kogoś, kim nie jest wobec nas? Kim jesteśmy, jeśli świat to jedna wielka błazenada? "Ślub" to dramat formy, która ostatecznie nie potrafi odnaleźć własnego, autentycznego oblicza. Zdaniem pisarza, jesteśmy tylko aktorami w szarym przedstawieniu naszego istnienia, niczym marionetki w teatrze. Zawsze kogoś gramy, ale tak naprawdę nie znamy swojej tożsamości.



"Cóż cię obchodzi, że coś jest anormalne, jeśli ty jesteś normalny?"




W dramacie autor powraca do zestawienia "ojcowizny-synczyzny" zaprezentowanej przecież wyraźnie w "Trans-Atlantyku". To również konsekwentna i zamierzona kontynuacja rozważań na temat właściwości "ja". Użycie bogatego, kwiecistego, rubasznego, momentami nawet wulgarnego języka, którym autor opisuje skomplikowane zagadnienia filozoficzne, jest zabiegiem zamierzonym. Wątki filozoficzne pojawiają się także w innych dziełach artysty.

Jest to drugi utwór dramatyczny autora, napisany w 1946 roku  podczas pobytu pisarza w Argentynie. Wydany w roku 1953 w jednej książce razem z powieścią "Trans-Atlantyk". Z dramatów pozostały mi jeszcze dwa: debiut z 1938 roku-"Iwona, księżniczka Burgunda" oraz "Operetka", napisana na emigracji, wydana w 1966 roku. Z całą pewnością mogę Wam obiecać, że recenzje obu tych tytułów również tutaj się pojawią.

Książka ogromnie mi się podobała. Zdecydowanie jest to jeden z najważniejszych tytułów tego roku dla mnie, niekwestionowane Arcydzieło. Nie mam słów, żeby wyrazić jego doskonałość. Są pisarze, którzy czego nie stworzą, będzie to dzieło Wybitne, nieliczne jednostki, giganci. Tutaj zdecydowanie tak właśnie jest. "Ślubem" zachwycał się również sam Sławomir Mrożek i czemu mnie to nie dziwi? Oczywiście, że polecam z całego serca!

poniedziałek, 18 czerwca 2018

98. "Morfina"-Szczepan Twardoch

Autor-Szczepan Twardoch
Tytuł-"Morfina"
Gatunek-literatura współczesna
Liczba stron-584
Wydana-2012
Ocena-10/10





















Czas na wpis o kolejnym polskim tytule.  Pisarz bardzo popularny, poczytny. Uwielbiany bądź nienawidzony. Książka była nominowana do Nagrody Nike  w2013 roku, otrzymała również Paszport Polityki. Zapraszam.

Konstanty Willeman, 30-letni syn Niemca, Baldura von Strachwitza. Czuje się Polakiem, jednak pochodzi z Niemiec. Matka wychowała go na Polaka. "Zaszczepiła" go polskością. Mężczyzna jest morfinistą, narkomanem, alkoholikiem-prowadzi hulaszczy tryb życia. Konstanty będzie działał na rzecz Polski Podziemnej.

Fabuła służy do ukazania przemyśleń. Forma powieści jest dwutorowa: z jednej strony oniryczna (nie wiadomo, z jakiego powodu). Kiedy rozwija się akcja, zmienia się również forma książki.

Autor ujmuje pewne sceny z zupełnie innego ujęcia niż to, co wszyscy sobie wyobrażamy z filmów (kampania wrześniowa, ludność cywilna itp). Można to odnieść do współczesnej sytuacji. Społeczeństwo jest podzielone politycznie. Tamten podział jest jeszcze głębszy (szlachta, endecy, chłopstwo itd).

Książka jest bogata w przemyślenia. Bohater miota się we własnych przekonaniach. Występuje tu wiele momentów, które skłaniają do myślenia. Jest wulgarna, nie tylko dosłownie-naturalistyczna, dosadna.Niektóre sceny ukazane zostały celem upodlenia człowieka. Morfina wcale tutaj nie odgrywa aż tak znaczącej roli. Pojawiają się tutaj pytania dotyczące człowieczeństwa.

Książka podobała mi się. Specyficzna niełatwa szczególnie na początku, gdzie następuje zmiana formy. Mocna, naturalistyczna, miejscami zwyrodniała. Nie dla każdego Spróbujcie. Polecam.

niedziela, 17 czerwca 2018

97. "Lot nad kukułczym gniazdem"-Ken Kesey ♥

Autor-Ken Kesey
Tytuł-"Lot nad kukułczym gniazdem"
Gatunek-literatura współczesna
Liczba stron-368
Wydana-2015
Ocena-10/10























Nadszedł czas na owy wpis, tak dla odmiany. Będzie to recenzja książki, która w końcu okazała się być jedną z najważniejszych w moim życiu. Na pewno znajdziecie ją w zakładce książek "życiowych" dla mnie. Czas więc zapoznać się z debiutem literackim autora, wydanym w 1962 Roku. Tytuł niejednokrotnie obił mi się o uszy, jednak zupełnie nie miałam pojęcia o istnieniu książki. Aż do teraz. Zapraszam.

Akcja powieści toczy się na terenie szpitala psychiatrycznego Narratorem jest Indianin, zwany Wodzem. Pomimo przerażającej postury sam siebie postrzega jako człowieka mizernego, stłamszonego przez wszechobecny kombinat. Przez władze szpitala i innych pacjentów uważany jest za głuchoniemego (w rzeczywistości jest dokładnie odwrotnie).  Opowiada historie pojawienia się na oddziale pewnego rudzielca, który burzy spokój. McMurphy został skierowany na obserwację do szpitala psychiatrycznego. Jest on kanciarzem, kobieciarzem, oszustem, często wdaje się w bójki, uznawany jest za psychopatę. McMurphy jest zdziwiony zachowaniem pacjentów: nikt tutaj się nie śmieje, nie rozmawia. Pacjenci bowiem dzielą się tutaj na dwie grupy: chroników, którzy swoim istnieniem przypominają bardziej rośliny niż ludzi. Wegetują, nie są w stanie samodzielnie funkcjonować. Drugą grupę stanowią pacjenci okresowi, którzy zmagają się z własnymi lękami, myślami samobójczymi. McMurphy stara się pobudzić wszystkich do życia i uzyskać coś dla siebie-w szpitalu zakłada salon hazardowy i notorycznie ogrywa pacjentów. Prawdziwe intencje mężczyzny nie są znane.

McMurphy trafił w owe miejsce, aby uniknąć więzienia za pewne przestępstwa, w tym gwałt. Wydaje mu się, że trafił w idealne miejsce. Niestety tutaj też obowiązują pewne zasady.  Do nich mężczyzna nie będzie chciał się dostosować. Czy tak łatwo przeciwstawić się systemowi?

Książka napisana jest pięknym językiem, pełnym metafor. Tytuł ma znaczenie symboliczne. Kukułki nie budują gniazd, więc "kukułcze gniazdo" to miejsce dla "wyrzutków"-jednostek, które nie chcą, bądź nie potrafią przystosować się do reszty społeczeństwa. Miejsce odrzuconych, niechcianych, odseparowanych socjalnie.

Wódz jest również ciekawą postacią.  Niesprawny umysłowo. Czytając książkę, trudno jest zorientować się, co właściwie jest tutaj prawdą, a co tylko fikcją. Jest on przekonany, że światem rządzi pewien kombinat. Pacjenci są "zepsuci" jak maszyny, nie pasują do społeczeństwa. Trzeba naprawić pewne ich instalacje, aby wpasować te osoby z powrotem do normalnego funkcjonowania wśród obywateli.

Ważną postacią jest również siostra Ratchett- demoniczna, apodyktyczna oddziałowa, szefowa kombinatu. Manipuluje pacjentami. Prowadzi  brutalne sesje. Sam McMurphy im się sprzeciwia. Pacjenci są tutaj obdzierani z godności. Społeczeństwo odrzuca nie pasujące jednostki. Widoczne jest tutaj przeciwstawienie się konformizmowi. 

Książka zawiera elementy autobiograficzne. Aby lepiej odczuć wizje i emocje Wodza, "wejść" w jego umysł i psychikę, autor poddał się serii elektrowstrząsów przy zażytym LSD. Nie stronił od leków psychodelicznych, konfliktów z prawem.  Wszystkie te motywy są tu widoczne.

Na podstawie książki powstała ekranizacja w reżyserii Milosa Formana. Nagrodzona pięcioma najważniejszymi Oscarami (m.in Jack Nicholson za rolę McMurphy'ego). Warty obejrzenia, choć osobiście nie jestem zwolenniczką telewizji. Wolę książki.

Ta powieść jest wieloraka w odbiorze. Za każdym razem można odnaleźć w niej nowe wartości dla siebie, inaczej ją interpretując. Autor przestrzega nas, abyśmy nie rozdzielali pochopne zła od dobra, nie dali się stłamsić złym emocjom. Wolność to nie zło, to odwaga. Ta książka musiała wywołać niemałe zamieszanie w ubiegłym stuleciu. Twórcy filmu mieli duży problem ze znalezieniem szpitala psychiatrycznego. Środowisko filmowe niezbyt lubiło samego autora (już wiecie, dlaczego). 

Książka ogromnie mi się podobała Wielowymiarowa, napisana pięknym językiem z bardzo aktualną tematyką i przesłaniem. Zostaje na liście książek mojego życia. Z pewnością kiedyś do niej wrócę. Polecam.

sobota, 16 czerwca 2018

96. "Żmijowisko"-Wojciech Chmielarz | cudze chwalicie, swego nie znacie...

Autor-Wojciech Chmielarz
Tytuł-"Żmijowisko"
Gatunek-kryminał
Liczba stron-480
Wydana-2018
Ocena-10/10


























Czas na koleją recenzję. Znowu z polskich stron, spod polskiego pióra, co MIME bardzo cieszy.  Zaczynam wychodzić z założenia, że cudze chwalimy, bo większość jednak woli zagranicznych autorów. Nie znamy swojego. Mamy kopalnie tytułów, tylko trzeba dobrze poszukać. Dziś zapraszam Was na recenzję książki, którą bardzo chciałam przeczytać. Słyszałam dobre opinie. Widziałam ją już dosłownie wszędzie i niedługo wyskoczyłaby mi z lodówki. Tym bardziej się skusiłam, że lubię kryminały. Zapraszam.

Akcja książki rozgrywa się w trzech horyzontach czasowych: lato 2016, okres pomiędzy latem 216, a trzecim-latem 2017 roku. Grupa znajomych trzydziestolatków postanawia wspólnie wybrać się do tytułowego żmijowiska- miejsca pomiędzy lasami, a jeziorami. Skrywają oni pewne urazy z przeszłości, niezałatwione sprawy. Między nimi pojawiają się pewne zależności. Wspólnie spędzają czas. Dochodzi tam do pewnej nieprzyjemnej sytuacji. Dodatkowo w roku 2016 w żmijowisku zaginęła Ada-córka jednej z par w grupie. Rodzice przeżywają koszmar. Nie wiadomo, co stało się z nastolatką. Rozpoczynają się poszukiwania dziewczyny. Nie chciała tam jechać-wolałaby zapewne spędzić czas wolny w gronie rówieśników. Niestety w wieku nastoletnim robimy to, co musimy robić. Z upływem stron będziemy wędrować pomiędzy horyzontami. W 2017 roku, dokładnie w rocznice zaginięcia Ady, ojciec postanawia wrócić do żmijowiska i rozwiesza plakaty.  Robi wszystko, aby odnaleźć córkę.
Trzeci okres to ten pomiędzy. Znajduje się tam informacja dotycząca bohaterów. Fabuła została wzbogacona o następstwa tych wszystkich wydarzeń.

Książka jest swoistą mieszanką kryminału, thrillera, thrillera psychologicznego. Bohaterowie są wyraziści, dobrze skonstruowani, rozpisani. Możemy ich bardzo wnikliwie poznać, ze wszystkimi ich rozterkami, zmartwieniami, emocjami. Nie zżyłam się niestety z żadną postacią. Zwyczajni, po przejściach. Tacy szarzy ludzie. 

Jest to moje pierwsze spotkanie z twórczością autora. Nigdy nie byłam uprzedzona do żadnego twórcy. Zawsze sprawdzam, dopiero później oceniam, ale nie po jednym tytule. Zastanawia mnie zakończenie. Czy coś takiego mogłoby się wydarzyć? Przekonajcie się sami.

Książka bardzo mi się podobała. W końcu nie będzie mnie prześladować. Myślę, że będzie dobra a wakacje, odprężenie, odpoczynek. Pierwsze spotkanie z twórczością autora uważam za udane. Przede mną jeszcze cykl z Jakubem Mortką, za który w przyszłości się zabiorę. Recenzje oczywiście będą się tutaj pojawiać, postaram się na bieżąco. Tę książkę bardzo serdecznie Wam polecam.

środa, 13 czerwca 2018

93. "Grzesznik"-Artur Urbanowicz | Największego wroga nosisz w sobie samym...

Autor-Artur Urbanowicz
Tytuł-"Grzesznik"
Gatunek-horror
Liczba stron-473
Wydana-2017
Ocena-7/10






















Dziś witam Was jeszcze inaczej. Mrok, specyficzny klimat, motywy. Nadchodzi bowiem jeden z nowszych autorów, bo z zeszłego roku. Moje drugie spotkanie z twórczością autora, w indeksie znajdziecie "Gałęziste". Tym razem jednak będzie to swoista mieszanka. Dlaczego? Zapraszam na recenzję.

Marek Suchocki vel "Suchy" jest szefem suwalskiego gangu. Pewnego dnia dowiaduje się, że jego największy wróg, gangster, Samiel, wyszedł z więzienia. W mężczyźnie zaszła również pewna przemiana wewnętrzna. Nie do końca znana jest tożsamość i zamiary Samiela. Roztacza on wokół złowieszczą aurę. Po wypadku, jakiemu uległ "Suchy", wokół zaczynają dziać się dziwne, niewytłumaczalne logicznie rzeczy. Potrzebna będzie tutaj pomoc egzorcysty. Czy jednak ów "grzesznik" będzie mógł ją w ogóle uzyskać?

Czy straszy? Momentami tak. Mamy tutaj widoczne powiązanie tematów i gatunków. Powieść sensacyjną z powieścią grozy. Do tego wątek opętań, demonologia. To już co najmniej niepokoi. Zjawiska, których nie da się najczęściej logicznie wytłumaczyć, budzą, moim zdaniem, największy lęk u ludzi. Grozę i napięcie buduje to, co niedopowiedziane, nie do końca wyjaśnione, tajemnicze . W tym przypadku dodatkowo widać połączenie oscylujące na krawędzi powieści gangsterskiej, kryminału, grozy. Ta książka wywołuje rozmaite emocje u odbiorcy bawi, straszy, przeraża. Ma swój klimat, to "coś".

Muszę przyznać, że bardzo rzadko sięgam po książki z wątkiem opętań. Przeraża mnie autentyczność tego zjawiska. Może być coś straszniejszego niż fakt, że tkwi w nas jakaś nieznana moc, istota, która bezwzględnie nami kieruje? Czujemy się wtedy przecież zmanipulowani. Nie działamy logicznie, wyborów i decyzji dokonujemy pod wpływem tego "złego", tkwiącego w naszej duszy i ciele. Istne zniewolenie i manipulacja, z którymi mamy do czynienia przecież na co dzień, ale w nieco innym znaczeniu (niestety!). Mimo to warto mieć na uwadze, że przypadki opętań zdarzają się tak w Polsce jak i na świecie. Z demonologią nie ma żartów.

"Grzesznik" uświadamia nam także fakt, że jesteśmy właściwie zamknięci we własnym świecie, który nas niewątpliwie ogranicza. Trzeba zmierzyć się z własnym egoizmem. Podczas lektury zostajemy niejednokrotnie zaskoczeni wątkami fabularnymi. Autorowi, moim zdaniem, udało się uniknąć schematyczności. Ta powieść przeraża, sieje ziarno niepokoju w umyśle i duszy. Zmusza do pewnego rodzaju przemyśleń niektórych kwestii, wykonania osobistego rachunku sumienia.

Istotny jest również pewien cytat, użyty nieprzypadkowo. Nieżyjący już Gabriel Amorth sporządził klasyfikację pięciu stopni nękania człowieka przez złego ducha: kuszenie, dręczenie, obsesja, nawiedzenie i nękanie. Główny bohater musi zmierzyć się nie tylko z gangsterskimi porachunkami. Dużo groźniejszy staje się dla niego rywal, którego nosi w sobie, a którego istnienia początkowo sobie nie uświadamia. Istota, z którą nie sposób walczyć. Bezcielesna, nie do pokonania w pojedynkę, bez pomocy z zewnątrz. Autor pokazuje tym samym doskonale i nad wyraz dobitnie, że największy wróg czai się w nas samych. Niekoniecznie jest on widoczny od razu, "gołym okiem". Często pewne traumatyczne, trudne, bolesne wydarzenia życiowe ujawniają jego obecność. Każdy z nas nosi w sobie jakiś sekret...

Książka bardzo mi się podobała. Podczas lektury odczuwalny jest cały wachlarz emocji. Ja rzadko się uśmiechałam. Ogarniało mnie coraz większe przerażenie. Wiem, że to w znacznej części fikcja literacka, jednak sam fakt występowania opętań obecnie, nie napawa mnie optymizmem. Autor ma zaledwie 28 lat, to jego druga książka. "Gałęziste" już na mnie wywarło pozytywne wrażenie. Czuję, że z każdą wydaną książką będzie coraz lepiej. Świetna zapowiedź na przyszłość. Przydaje się taki powiew świeżości na rynku wydawniczym. Dla ludzi o mocnych nerwach. Jeśli wydaje Wam się, że przeczytaliście już wszystko i literatura w większości przypadków jest schematyczna, zajrzyjcie tu. Demonologia nigdy nie będzie schematyczna! Polecam.