Archiwum bloga

Szukaj na tym blogu

niedziela, 15 kwietnia 2018

57. "4 3 2 1"-Paul Auster ♥ | wielka amerykańska perełka!

Autor-Paul Auster
Tytuł-"4321"
Gatunek-biografia
Liczba stron-848
Wydana-2018
Ocena-10/10

















Dziś będzie wyjątkowo. Autor, którego kompletnie nie kojarzę (wstyd!), ale już będę pamiętać. Czas na kawał doskonałej, grubaśnej literatury. Rzadko używam jednego epitetu, który tutaj doskonale pasuje-"GARGANTUICZNY". Zapraszam Was na recenzję wielkiej, wyjątkowej powieści.

3 marca 1947 roku na świat przychodzi Archibald Ferguson. Chłopak dostaje wyjątkową szansę-będzie mógł przeżyć swoje życie cztery razy. Różne ścieżki, odmienne doświadczenia i cykl wspomnień. Każdy z czterech chłopców zupełnie inaczej zapamięta dzieciństwo, przeżyje odmienną młodość. Pewne elementy życiorysów pozostaną dla nich jednak stałe, np rodzice. Zawsze będą obecni w życiu dziecka. Podobnie jak jego dziewczyna i zarazem kuzynka, która naznacza również wszystkie życiorysy-Amy Schneiderman. Wokół rozdygotana Ameryka, mająca swoje wzloty i upadki. Obraz nadchodzących i obecnych zmian, pojawiających się na horyzoncie.

Podczas lektury tego kolosa miałam nieodparte wrażenie, że wszystkie możliwe bolączki i przemyślenia w życiu Archibalda dotykają też współczesnych problemów młodych ludzi. Widać tutaj analogię do zmian społeczno-obyczajowych, jakie miały miejsce w Stanach Zjednoczonych w latach 60. 

Postać samego Fergusona jest bardzo uniwersalna. To powieść o dojrzewaniu, dorastaniu, przeżywaniu wszystkiego w niezwykle skomplikowanych czasach. 

Pomimo obszerności czyta się ją lekko. Powielające się motywy, które powinny odrzucać i zniechęcać, działają dokładnie odwrotnie-nadają rytm dziełu. Powtarzają się one we wszystkich życiorysach, są bliźniaczo podobne. Nie przeszkadzało mi wtrącanie innych wątków, jak choćby komentarza sportowo-politycznego. Jednym i drugim jestem zainteresowana, mnie to nie odrzucało.

Dla mnie autor jest zdecydowanie odkryciem roku. Nie mam słów. Potężna, ale zupełnie tego nie czuć. Mam ogromną słabość do amerykańskich powieści. W kontekście dojrzewania powinniście obowiązkowo zwrócić również uwagę na twórczość Donny Tartt-"Szczygieł" w indeksie. Również coś fantastycznego.

Książka ogromnie mi się podobała. Już widzę, że będzie mi bardzo trudno wybrać te najlepsze tytuły, a przecież jeszcze nie mamy nawet połowy roku! To potwór, jakich mało, ale przepadniecie. Gwarantuję. Czytać i nie dyskutować. Ogromnie Wam polecam.

czwartek, 12 kwietnia 2018

54. "Ostatnie życzenie"-Andrzej Sapkowski

Autor-Andrzej Sapkowski
Tytuł-"Ostatnie życzenie"
Gatunek-fantastyka
Liczba stron-332
Wydana-2014
Ocena-6/10



















Tym razem recenzja równie trudna, gdyż będzie się ona odnosić jedynie do początku sagi, bo tak to należy nazwać. Sagi o Wiedźminie Geralcie z Rivii, więc pewnie już domyślacie się, czego będzie dokładnie dotyczyć. Książka, jak i cała saga jest chwalona, właściwie ze wszystkich stron. Zbiera rzesze czytelników, fanów, zwolenników. Nie stroni również od przeciwników i tutaj niestety ja się znalazłam. Co mnie zawiodło? Zapraszam Was na recenzje "Ostatniego życzenia”, czyli pierwszego tomu sagi o Wiedźminie.

Właściwie bardzo trudno jest mi odnieść się do treści, gdyż jest to dopiero początek i czubek tej góry lodowej. Charakterystyczna postać Wiedźmina, oczywiście fikcyjna. Powstało już tyle adaptacji: serial, film, czy gra (podobno świetna, nie mam tu zdania, nie grałam nigdy), zresztą chyba niejedna, że stał się wręcz kultowy. Opowiadania w tym zbiorze mają formę szkatułkową, dlatego że kolejne uzupełnia poprzednie na zasadzie dopełnienia i dopowiedzenia.

 Bardzo trudno jest mi wypowiedzieć się dlatego że owszem, są to opowiadania krótkie, ale niestety niespecjalnie spodobał mi się styl autora. Mamy XXI wiek, a ja czułam się, jakbym czytała "Potop” Henryka Sienkiewicza. Naprawdę. Właściwie co stronę musiałam sprawdzać w słowniku pojedyncze słowa, bo nie byłam w stanie przez to przebrnąć. Na przykład "buzdygan." A czym są "buzdygany"?  Czy "wychędożyć"? Co to będzie oznaczać? Dawne określenia, musiałam wszystko sprawdzać. Bardzo trudny język, taki troszeczkę zmitologizowany i obawiam się, że nie każdy przez to przebrnie. Ciągłe sprawdzanie w słownikach odbiera przyjemność z samego czytania. Staramy się zrozumieć przekaz i uwierzcie mi, że nie miałam tu chwili wytchnienia. Jest mi trudno ocenić tę książkę dlatego, że mam zasadę nie wypowiadać się o autorze po jednym tytule. Natomiast jeśli cała saga wygląda tak, jak ten zbiór opowiadań to poczekam sobie do emerytury, kiedy już nie będę mieć czego czytać. Naprawdę trudno jest mi się jednoznacznie wypowiedzieć, czy mi się podobało, czy nie. Sama historia owszem, ale wykonanie już gorzej. Język kuleje, szczególnie w dialogach.

W ramach ciekawostki, jeszcze jeden szczegół, niemniej jednak, istotny. Pierwszy zbiór opowiadań z tego świata, nienapisany, ale ceniony przez autora, to antologia "Wiedźmin. Szpony i kły", wydana w listopadzie 2017 roku. Całość stanowi zbiór najlepszych prac z konkursu Nowa Fantastyka. Znajduje się tam również opowiadanie "Ironia losu" Sobiesława Kolanowskiego. Autor początkujący, na pewno wart uwagi. Sami wiecie, że początki czegokolwiek bywają trudne.

Niestety tyle Wam mogę zdradzić na ten temat. Oczywiście polecam osobom, które lubią fantastykę. Może to ja czegoś tam nie dostrzegłam? Może moje wprawne oko czytelnicze czegoś nie wyłapało? Dajcie znać jak Wy to odbieracie. Ja mogę Wam polecić, jednak nie jestem całkowicie przekonana do tej sagi.

środa, 11 kwietnia 2018

53. "Rok wilkołaka"-Stephen King

Autor-Stephen King
Tytuł-"Rok wilkołaka"
Gatunek-horror
Liczba stron-144
Wydana-2015
Ocena-7/10
























Kolejna powieść spod pióra Mistrza, którego przecież nie muszę przedstawiać. Autor ponad 70-ciu książek, kultowych, jak choćby "Lśnienie", "Misery", "Bastion", "Dallas '63", czy "Zielona Mila" (dla mnie najgorsza powieść). Recenzje wszystkich tych tytułów (poza ostatnim), znajdziecie w indeksie, jak zawsze. Tym razem skusiłam się na zbiorek opowiadań, który właściwie można przeczytać w kilka godzin. Czy jednak był tak dobry jak pozostałe tytuły?

Zima, zawieje i zamiecie śnieżne, lata 80. Do Tarker Mills w stanie Maine. Pewnego dnia przybywa tam potwór-bestia potężna i włochata, przerażająca zarazem. Rozpoczął się rok wilkołaka. Rok trwa przecież dwanaście miesięcy. W tym czasie będą ginąć kolejni ludzie, a potwór wciąż będzie zbierał swoje krwawe żniwo.

Czy straszy? Tak, momentami są takie sceny, które mogą wystraszyć, czy przerazić. Mnie ten zbiorek bardziej zaniepokoił. Pomimo że jest to cienka pozycja (o dziwo jak na Stephena Kinga), czyta się przyjemnie. Chcemy jak najszybciej dowiedzieć się, co się stało, kto jest tutaj potworem, tym złem panoszącym się po miasteczku. Autor udowadnia po raz kolejny, że potworem może być właściwie każdy z nas: człowiek, demon, ale nie tylko. 

Autor w swoim typowym stylu. Nie owija w bawełnę. Jedyny problem dla nas, to to, że dostajemy część tej zagadki, jakiś jeden element składowy. Reszty nie ma, możemy ją sobie sami dopowiedzieć. Ta zagadka nigdy nie zostanie rozwiązana. Nie można jednak odmówić autorowi stylu, bardzo charakterystyczny. Typowe dla jego utworów jest także miejsce. Akcja większości jego książek rozgrywa się w stanie Maine (np "Cmętaż zwieżąt"-błąd zamierzony).

Ta książka to istny dowód na to, że u autora wszystko się łączy. Każdy tytuł ma w sobie coś, co zazębia się z poprzednim, bądź następnym. Z tego powodu dzieła nie stanowią odrębnych, wyrwanych, luźnych historii, ale tworzą spójną całość. Łatwiej nam jest odnaleźć się w tym świecie. Potwory wykreowane przez autora bardzo działają na wyobraźnię i pozostają na długo w pamięci.

Książka podobała mi się, dobra. Na pewno niepokoi, momentami straszy, bo taki ma wydźwięk, miejscami bawi. Nie wiem, czy uda się autorowi przebić fabułą, klimatem, narastającym napięciem takie tytuły jak "Lśnienie", czy "Misery", które czytałam w zeszłym roku i do dziś je pamiętam. Swoją drogą to jedne z moich ulubionych w jego twórczości. Książka dobra, mogę Wam ją polecić, natomiast czy aż tak dobra, to już pozostawiam do Waszej oceny.

wtorek, 10 kwietnia 2018

52. "Droga"-Cormac McCarthy ♥ |"...pamiętamy to, o czym chcielibyśmy zapomnieć"

Autor-Cormac McCarthy
Tytuł-"Droga"
Gatunek-fantastyka
Liczba stron-268
Wydana-2008
Ocena-10/10




















 
Dziś przybywam do Was z pozycją nowego dla mnie autora. Kolejny amerykański pisarz światowej sławy. W Polsce dostępne wszystkie wydane do tej pory tytuły, więc większość jego twórczości. Moją uwagę przykuła pozycja, za którą autor otrzymał w 2007 roku Nagrodę Pulitzera. Jest ona uznawana za opus magnum pisarza/ Z jednej strony przeraża, a z drugiej-porusza i zachwyca.

Czasy bliskie współczesności (druga połowa XXw). Spalona Ameryka, pogrążona w ciemności i kurzu, który przesłania niebo. Siarczysty mróz, pękające kamienie i padający, szary śnieg, który nieustannie okrywa powierzchnię ziemi. W takich warunkach nie ma niebie ani jednego ptaka, żadnego zwierzęcia, gdzieniegdzie tylko bandy kanibali. Pewien straszliwy kataklizm zniszczył większość życia na planecie. W takich warunkach, z takim tłem, swoją wędrówkę rozpoczynają ojciec i syn. Przemierzają zniszczony kraj, zmierzają ku wybrzeżu. Co tam zastaną? Przed nimi długa, niebezpieczna i niepewna droga w nieznane. Tam, gdzie nie ma już ani przeszłości, ani przyszłości. Jest tylko tu i teraz. Umarła nadzieja, ale dopóki  bohaterowie żyją, łączy ich wyjątkowa więź-miłość.

Na tle takich wydarzeń widoczna jest także walka o przetrwanie, o każdy dzień, ojca i syna, wzajemnie troszczących się o siebie. Wywiera to na czytelniku niewątpliwie ogromne wrażenie. Rozmowy o świecie, życiu, śmierci (która każdego kiedyś czeka),niebezpieczeństwie, dobrych i złych ludziach,  są proste, niemal lakoniczne. Ważna jest tutaj jednak miłość, przywiązanie, poczucie odpowiedzialności, ale także refleksja nad istotą nas samych, naszego człowieczeństwa.

Doga ma tutaj znaczenie podwójne:
-DOSŁOWNE-przemieszczanie się z miejsca na miejsce,
-METAFORYCZNE-ucieczka, zagłębienie się wewnątrz, w człowieka, w to, kim naprawdę jesteśmy.

Są takie książki, które pozostają w pamięci na długo i wywierają na mnie potężne wrażenie. Tak jest w tym przypadku. Niektóre momenty wbijają w fotel, inne poruszają, chwytają za serce, wywołują wzruszenie. Powieść przyprawia o ciarki na plecach. Jej wydźwięk nie jest optymistyczny (świat, w którym wiecznie triumfuje zło), ale istnieje ukryty przekaz-nadzieja nigdy nie umiera.

Znalazłam także inny ukryty sens. Próba wkroczenia w dorosłość i dojrzałość. Metafora drogi, którą przechodzi każdy z  nas, poprzez dojrzewanie, nabieranie doświadczeń. To trzeba przeżyć, nie da się tego opisać, przez to przechodzi każdy z nas. Każda wędrówka ma kiedyś swój koniec.



"Zapominamy to, co chcemy pamiętać, a pamiętamy to, o czym chcielibyśmy zapomnieć."



Powieść to połączenie powieści drogi, powieści przygodowej, gotyckiego horroru i post-apokalipsy. Ponura odpowiedź na niepokojące pytanie: Jak świat wyglądałby bez człowieka? Tutaj automatycznie nasuwa się skojarzenie z innym tytułem-"Blade runner.Czy androidy marzą o elektrycznych owcach?" Philipa K. Dicka. Tam, dla odmiany, istniał świat stworzony na podobieństwo ludzi jako androidów. Nie było już żywej duszy. Tutaj czytelnik zastanawia się, jak będzie wyglądał świat, kiedy gatunek ludzki przestanie istnieć.Odpowiedź znajdziecie, sięgając po "Drogę".

Powieść ogromnie mi się podobała. Zgadzam się z przyznaniem jej Nagrody Pulitzera, gdyż klimat tej książki jest ponury, dosadny, mroczny, przygnębiający.  Trochę odechciewa się życia i traci wiarę w ludzkość. Sieje ziarno niepokoju w głowie, ale zostaje w pamięci na długo, a takie tytuły cenię najbardziej. Nie polecam czytać jej latem,  gdyż początkowo wydaje się rozwleczona, wręcz odpychająca, ale z czasem przekonacie się, że zarówno w twórczości autora, jak i w samym jego piórze, tkwi głębia, coś wyjątkowego. Zdecydowanie Warto, bardzo gorąco Wam polecam.

poniedziałek, 9 kwietnia 2018

51. "Sklepy cynamonowe"-Bruno Schulz

Autor-Bruno Schulz
Tytuł-"Sklepy cynamonowe"
Gatunek-klasyka
Liczba stron-256
Wydana-2013
Ocena-6/10





















Książka uznawana za starą. Jedna z wielu lektur szkolnych w liceum często na poziomie rozszerzonym. Ja akurat jej nie czytałam, bo nie musiałam, nie czułam potrzeby ani obowiązku. Przygniotła mnie tematyka II wojny światowej, której wszyscy maturzyści mają dość, uwierzcie mi. Pochwały na temat tej książki skłoniły mnie do sięgnięcia po ten tytuł i sprawdzenia, o co tutaj właściwie chodzi. Teraz już nic nie muszę, najwyżej mogę i chcę. Zapraszam.

Postać autora jest, niestety, dość tragiczna. Pisarz miał żydowskie pochodzenie. Przeżył część II wojny światowej. Został brutalnie zamordowany przez Niemców (wiadomo jak wojska hitlerowskie traktowały wówczas Żydów). Ta trauma z pewnością odcisnęła wyraźne piętno w jego, krótkim, co prawda życiu.

"Sklepy cynamonowe" to tytuł całego zbioru opowiadań, jak również jednego z opowiadań w nim zawartych. Nazwa tego miejsca pojawia się w toku narracji. Znajdują się one w centrum miasteczka, gdzie mieszka główny bohater.

Jedną z najważniejszych postaci  jest ojciec, będący nie tylko głową rodu. Prowadzi sklep z tekstyliami w rynku. Obdarzony nietypowymi, nadludzkimi zdolnościami. Mężczyzna żyje na pograniczu świata realnego i fikcyjnego, nierzeczywistego, niezależnie od fascynacji literackiej postacią Ojca.

 Bohaterem, a zarazem narratorem opowiadania jest Józef. W postaci tego chłopca odbijają się wyraźnie wszystkie cechy charakteru autora. Swoiste alter-ego. 

Zbiór opowiadań przedstawia dzieje rodziny kupieckiej z małego, galicyjskiego miasteczka, w którym można dostrzec podobieństwo do Drohobycza-rodzinnego miasta pisarza. Dziejom tym autor nadał walory mityczne. Sam sposób obrazowania, onirycznej (konwencja senna). Często pojawia się tam również motyw labiryntu, wędrówki. Jest to więc rzeczywistość zmitologizowana, wzbogacona, z wieloma odniesieniami do innych dzieł literackich. W ten sposób dajemy szerokie pole do interpretacji.

Na uwagę zasługuje również język utworu. Jest on niezwykle bogaty, pełen różnych metafor, środków wyrazu. Stosuje zdania wielokrotnie złożone, co, niestety, po części utrudnia czytanie. (lepiej więcej krótszych, nie tracimy wtedy wątku). Nie stroni od używania terminologii naukowej (z pogranicza nauk przyrodniczych, jak np biologia), czy obcych, zapomnianych uznawanych za staroświeckie, przestarzałe i archaistyczne. 

Książka bardzo mi się podobała. Nie uważam jej jednak za wybitną Na pewno jest ważna, jeśli chodzi o literaturę XX-wieczną. Nie wiem, czy czytaliście, dajcie znać, jak Wam się podobało. Jak Wy odebraliście te opowiadania, może ja tam czegoś nie dostrzegłam. Dobra, ale nie wybitna. Polecam.

czwartek, 5 kwietnia 2018

47. "Pianistka"-Elfriede Jelinek

Autor-Elfriede Jelinek
Tytuł-"Pianistka"
Gatunek-literatura współczesna
Liczba stron-350
Wydana- 1983 (pierwsze wydanie)
Ocena-5/10































Dziś przybywam do Was z recenzją powieści austriackiej pisarki, która w 2004 roku otrzymała Literacką Nagrodę Nobla, prawdopodobnie za całokształt twórczości. Jej utwory wywołują niemały skandal, tak na świecie, jak i w samej Austrii. Za mną dopiero pierwszy, więc nie będę sobie wyrabiać opinii po tym tytule. Na pewno zostaje w pamięci a czy mnie zawiodła? Zapraszam.

Bohaterką jest około 40-letnia Erika Kohut, tytułowa Pianistka-kobieta, która przez całe swoje życie mieszkała z matką, pozostając z nią w relacji zależnej. Nie udało jej się zostać muzykiem na światowym poziomie, czym niewątpliwie zawiodła ambicje rodzicielskie. W zamian pracuje w wiedeńskim konserwatorium. Została wychowana w niemalże niewolniczych warunkach, co nie pozwoliło jej przejść na wyższy stopień socjalizacji. Z tego powodu kobieta staje się socjopatką. Swoje życie dzieli dwutorowo: jeden nie odstaje od norm społecznych i polega na tradycyjnym spędzaniu czasu wolnego przed telewizorem (klasyczny typ człowieka zmęczonego po pracy), drugi-spóźniona i perwersyjna edukacja seksualna. Te dwa światy stykają się w momencie, gdy Erika wchodzi w toksyczną relację ze swoim uczniem, Walterem Klemmerem. Chłopak podlega jej w hierarchii szkolnej, jednak stara się odwrócić zależność w sferze prywatnej. Zmagania, które toczyły się między tą parą, wygrywa oczywiście Walter.

Sama postać Eriki nieszczególnie mi się podobała. Zbyt mocno skupiała się na sobie, swoich sferach. dążeniu do spełnienia się. 

Walter Klemmer również nie budzi szczególnego zaufania, bo jak nie wiadomo, o co chodzi, to chodzi o dominację. Wieje mi egoizmem na kilometr.

Motywem przewodnim powieści jest władza (ze szczególnym uwzględnieniem władzy rodzicielskiej-relacje matki z córką). Istotna jest tutaj także rola przemocy, jako siły regulującej władzę w społeczeństwie. Tło powieści stanowi sztuka i muzyka, a rozmowy o niej, mają charakter pretekstowy, mimo że przekazują czytelnikowi wiele  informacji.

Wielowątkowość niewątpliwie występuje. Szczególnie uwidacznia się w niej bezkompromisowy wydźwięk feministyczny (ludzka seksualność, zwłaszcza w kontekście dominacji jednej z płci). Ważna jest także hierarchia społeczna, wyrażona w relacji mistrz-uczeń.

"Pianistka" wyróżnia się także pod względem językowym i to jest tak naprawdę pół  na pół.. Styl autorki nie wpływa na odbiór treści. Można pisać genialnym językiem o każdym temacie, a nadal pozostanie on kontrowersyjny (np "Lolita" Vladimira Nabokova). Tutaj to nie ratuje autorki.

Język jest bogaty, kwieecisty, Widoczne jest tutaj nagromadzenie środków wyrazu (epitety, porównania, metafory). Autorka stosuje typową, suchą, bezosobową narrację. Styl est również nie do podrobienia. Podejrzewam, że z dużym prawdopodobieństwem bym go rozpoznała. Tutaj wysuwa się "minus" tej powieści. Występują tutaj dość dosadne opisy scen erotycznych, przemocy, zakłamania (demaskowanie zasad patriarchatu). Kolejnym elementem obrazobórczym jest sama postać matki Eriki. Sprawuje nad córką władzę absolutną. Erika musi się jej poddać. Zwyczajowo przedstawiana jest jako jakość kulturowa o cechach pozytywnych. Sprawowanie władzy nad kimś jest pewnego rodzaju obicążeniem dla jednostki. Stąd ta powieść może mieć negatywny wydźwięk.

W 2001 roku rodak autorki nakręcił ekranizację, pod tym samym tytułem.

Książka niespecjalnie mi się podobała. W uzasadnieniu Komitetu Noblowskiego było napisane, że powodem przyznania było łamanie stereotypów. Na razie jestem zawiedziona. Nie wiem, czy Wam polecić, spróbujcie. Dla mnie średnio.

wtorek, 3 kwietnia 2018

45. "Paragraf 22"-Joseph Heller

Autor-Joseph Heller 
Tytuł-"Paragraf 22"
Gatunek-klasyka
Liczba stron-480
Wydana-2012
Ocena-8/10

















Tym razem książka XX wieku. Jedna z najwybitniejszych oraz najsłynniejsza powieść na temat II wojny światowej. Napisana przez amerykańskiego twórcę, będąca równocześnie jego najsłynniejszym dziełem. Myślę, że każdy słyszał o tym tytule, nawet, jeśli go nie czytał, obił się na pewno o uszy. Zapraszam Was na recenzję "Paragrafu 22”.

Akcja tej książki rozgrywa się w czasie II wojny światowej. Jej głównym bohaterem jest amerykański bombardier, Yossarian, stacjonujący wraz ze swoją jednostką we Włoszech. Książka ukazuje w groteskowy i prześmiewczy sposób bezsens, i absurdy ówczesnej wojny, prywatę i chęć awansu dowódców kosztem życia innych ludzi oraz młodszych pilotów. Autor zaczął pisać książkę w 1953 roku, opierając się na osobistych doświadczeniach. Początkowo miała ona nosić tytuł "Paragraf 18". Została wydana 8 lat później, zdobywając ogromną popularność i dzieląc krytyków.

 Tytułowy "Paragraf 22” jest potocznym określeniem sytuacji bez wyjścia, bądź warunku niemożliwego do spełnienia. Dawał on żołnierzowi możliwość natychmiastowego zakończenia pełnienia służby na własną prośbę z powodu choroby psychicznej. Jednak ktoś, kto w trosce o uratowanie własnego życia wnosi o zwolnienie ze służby, udowadnia tym samym, że jest psychicznie zdrowy. Tak dzieje się również w tym przypadku, gdzie akcja rozgrywa się w szpitalu psychiatrycznym.

 Powieść tę można wielorako interpretować. Panuje przekonanie, że jest to lektura łatwa i przyjemna, ale niekoniecznie. Wojna wojną, aczkolwiek podjęty temat jest bardzo trudny. Jedni nazywają ją groteską, inni wojenną satyrą, a jeszcze inni- komedią z absurdem. Do połowy jest zabawna, potem trochę gorzej.

Po pierwsze: bardzo płytkie i schematyczne rozmowy. Jeden z rozmówców udaje chorego psychicznie. Drugi przestaje panować nad nerwami, co pierwszy skrzętnie wykorzystuje, wtedy drugi wpada w furie i dostaje ataku szału.

Po drugie: autor oświadczył, że nie napisałby tej książki, gdyby nie poznał "Przygód dobrego wojaka Szwejka”. W istocie narzucał porównywanie tych dwóch pozycji. Trudno jest ocenić, kto wygrał  w tym pojedynku. Tutaj nasuwa się kolejna uwaga, dlatego że autor z pochodzenia był rosyjskim Żydem, który niestety uosabiał postawę amerykańskich Żydów,  udających, że nie słyszeli o Holokauście, czy jak kto woli o Szoah. Sam Yossarian jest alter ego autora. Heller został wysłany do Włoch w 1944 roku i na początku oceniał wojnę jako zabawną.

Na przykładzie Yossariana niestety widać wspomniane absurdy wojny i przysłowiową „walkę z wiatrakami”- czyli w tym przypadku-walkę Yossariana z "górą"-systemem.

Muszę Wam przyznać, że trudno jest mi opowiedzieć się jednoznacznie. Z jednej strony jest świetna, kapitalnie ukazuje, co siedzi w ludzkich głowach w obliczu wojny i jakie mamy zamiary. Wiadomo, że takim najważniejszym celem w trakcie wojny jest walka o siebie, o przetrwanie i to jest priorytet. Genialnie wyśmiewa absurdy wojny, bezsens wielu sytuacji oraz przepisów. Ukazuje też ironię ludzkiego życia, bo wszystkie absurdy są w niej wyśmiane. Z drugiej strony jednak przez większość czasu historia powiela jeden i ten sam schemat. Postać stara się coś zrozumieć, a druga tłumaczy jej, że to bez sensu. Troszeczkę tu za dużo monotonni i taka forma nie do końca mnie przekonuje.

Do opisania powieści używany jest akronim"CATCH-22", którego właściwie nie powinno się stosować, gdyż ma on pejoratywny wydźwięk. To angielski odpowiednik właśnie "Paragrafu 22". Jest to, tak jak wspomniałam, potoczne określenie sytuacji bez wyjścia. Co mogło zainteresować autora bardziej, jeśli chodzi o ten temat niż fakt, że nie powinno się tej nazwy używać?

"Paragraf 22” jest przepełniony bardzo charakterystycznymi postaciami, zaczynając od głównego bohatera, Yossariana, którego kluczowym zajęciem było wymigiwanie się od uczestnictwa w kolejnych lotach bojowych, kończąc na biednym doktorze, którego uśmiercono w dokumentacji, mimo jego fizycznej i namacalnej sprawności. Na ten utwór składa się jeszcze kilka innych, ciekawych postaci. Jakich? Tu już zachęcam do lektury.

Na podstawie powieści został nakręcony film pod tym samym tytułem w reżyserii Mike’a Nicholsa. Książka była inspiracją do innego spojrzenia na wojnę. W Polsce na jej podstawie w 1981 w Teatrze Telewizji nagrano spektakl pod tytułem "Paragraf 4", z Piotrem Fronczewskim w roli głównej. Jest to mój ulubiony aktor, który właściwie nadaje się do każdej roli. W adaptacji radiowej "Paragrafu 22" w postać Yossariana wcielił się Roman Wilhelmi.

Książka podobała mi się, jednak jest mi bardzo trudno ocenić ją w sposób jednoznaczny. Na pewno genialnie zostało ukazane społeczeństwo oraz groteska, absurdy i bezsens wojny, jak i armii jako instytucji. Bohaterowie to w zasadzie jedno wiele zbiorowisko szaleńców, fanatyków oraz oportunistów, którzy chociaż nienawidzą się, mają jeden wspólny cel - walka o przetrwanie. Momentami może nudzić, natomiast mnie przypadła do gustu. Na początku myślałam, że będzie trudno, ale udało mi się ją przeczytać do końca. Moim zdaniem jest bardzo dobra. Możecie spróbować. Zresztą jest to tytuł wpisany w kanon literatury klasycznej, więc myślę, że szkoda go nie znać. Ja Wam polecam.