Tu mnie znajdziecie :)

Formularz kontaktowy

Nazwa

E-mail *

Wiadomość *

"Umorzenie"-Remigiusz Mróz | "Zaczęliśmy tę historię od osobistej tragedii..."

piątek, 15 marca 2019

 Autor-Remigiusz Mróz
Tytuł-"Umorzenie"
Gatunek-thriller
Liczba stron-450
Wydana-2019
Ocena-8/10




















Witam Was, Moi Drodzy, w kolejnej, 32. już recenzji. Podkreślam tę liczbę z pewnego powodu. Na blogu znajdziecie ich oczywiście znacznie, znacznie więcej (indeks staram się na bieżąco aktualizować, kiedyś dodam pozostałe brakujące wpisy, spokojnie), ale dziś powraca do nas pisarz okrzyknięty najpopularniejszym polskim autorem w Polsce. Wiosna jeszcze nam się nie zaczęła, ciepła nie widać i nie czuć, dlatego szykujcie się dziś na gwałtowne ochłodzenie u Skazanej. Nadchodzi bowiem kolejna recenzja nowego tomu serii prawniczej z Joanną Chyłką i Kordianem Oryńskim. Do tej pory recenzowałam Wam tutaj prawie wszystkie tomy (nie wyrobiłam się z "Kontratypem", ale odbiję Wam to w przyszłości). Dziś pora na nową odsłonę tego cyklu. Zapraszam.




"Dzień, w którym umrzesz, zacznie się tak samo, jak każdy inny."



Takimi słowami rozpoczyna się nowy tom. Tym razem Joanna Chyłka będzie musiała stawić czoła wyjątkowo dziwnej, jak dla mnie sprawie. Tak przynajmniej sądziłam na początku. Na warszawskim Bemowie, w godzinach wieczornych, doszło do makabrycznej rzezi. Pewien mężczyzna dopuścił się okrutnej zbrodni, zabił całą rodzinę-żonę i dwójkę dzieci. Oskarżony o popełnienie tego czynu zostaje Adrian Skalski. Joanna nie mogła uwierzyć, jak to możliwe, że kochający mąż i ojciec nagle zmienił się w bezlitosnego, wyzutego z jakichkolwiek ludzkich uczuć sadystę i dopuścił się takiej rzezi. Nie wahała się więc długo. Postanowiła bronić Skalskiego, twierdząc, że ten człowiek jest niewinny. Większości osób, w tym Zordonowi, wydało się bardzo dziwne, aby Joanna, tak doświadczona prawniczka, wzięła na siebie teoretycznie przegraną sprawę. Czy uda jej się i tym razem postawić na swoim?

Niestety, ale z wielkim smutkiem obserwowałam postać Joanny Chyłki. Nadal jest zawzięta, arogancka i bezczelna, mówi co myśli, nie przejmuje się niczyim zdaniem. Najczęściej oczywiście obrywa się Zordonowi (nie powinno Was to dziwić). Podjęcie się badania tak trudnej sprawy było dla mnie zaskoczeniem. Joanna zawsze powtarzała, jak mantrę, że nie bierze przegranych spraw. Ta właśnie tak wyglądała. Z drugiej jednak strony, wybronienie i oczyszczenie z zarzutów niewinnego człowieka, zdecydowanie poprawiłoby renomę kancelarii Żelazny&McVay.
Życie Joanny miało swoje blaski, ale od pewnego czasu pojawiły się w nim także cienie. Podejrzewam, że nie będzie wielkim spoilerem, jeśli Wam powiem, że Chyłka zmaga się z trudną, nieuleczalną chorobą, ostrą białaczką limfocytów T, wywołaną przez retrowirusa HTLV. Prawniczka wykazuje większość objawów typowych dla chłoniaka, który stopniowo, nieustannie ją zabija. Joanna zdaje sobie sprawę z tego,  że każdy dzień i każdy proces sądowy może być dla niej tym ostatnim. Nic więc dziwnego, że jest tak bardzo zdeterminowana i nieustępliwa w swoich działaniach.



"W mowie końcowej poruszyła fakt być może najistotniejszy. Dowodziła, że w tym wszystkim tak naprawdę zawinił nie człowiek, ale system. System pozwalający wysyłać nieprzygotowanych psychicznie żołnierzy na misje, podczas których na próbę wystawiane jest ich człowieczeństwo. System, dzięki któremu ukrywane jest to, czego się dopuszczali. I w końcu system, który nie dba o nich po powrocie."



Po raz kolejny nie podobała mi się postać Zordona. Denerwuje mnie do granic możliwości. Widać, że zależy mu na dobrej relacji ze swoją patronką, ale nadal jest bardzo niemrawy, niezdecydowany. Zbliżający się egzamin powoduje, że musi sięgnąć po gandalfa białego (w poprzednich tomach wcale nie było lepiej). Życie również go nie oszczędza, podobnie jak sama Joanna, która momentami również ma go serdecznie dosyć. Podziwiam za cierpliwość. Moja już dawno by się wyczerpała z kretesem.

Być może powtórzę się po raz kolejny, ale celowo. Niejednokrotnie wspominałam Wam, że fabuły w Mroźnej twórczości przenikają się. Podobnie tutaj: pojawia się Tesa, wraz z Igorem Weda-Lendowskim ("Hashtag"), Gorzym, którego również już mam dość. Wspomnienie o Bianczim ("W kręgach władzy"). Ten zabieg przypomina mi płynność fabuł u Stephena Kinga. Tam również bohaterowie przenikali, na nowo ożywali w kolejnych powieściach.

Jak to u Remigiusza Mroza bywa, nie mogło się również obejść bez motywu tej powieści. Tym razem sam tytuł zwiastuje nam umorzenie procesu sądowego (chyba oczywiste, nawet dla osób nie mających zbyt dużej styczności z prawem, jak ja), ale również umorzenie w życiu Chyłki. Właśnie teraz, kiedy wszystko zaczęło jej się układać, ona, ta waleczna, dzielna kobieta, widzi i czuję, że życie traci swój blask, niknie, wymyka się z pod kontroli. Nowotwór przekreślił wszystkie jej dotychczasowe plany.  Wie, że zostało jej niewiele czasu, najwyżej kilka lat. Mimo wszystko jednak, postanowiła czerpać z życia tyle, ile się da.

Motywem, który szczególnie zwrócił moją uwagę w tej powieści, okazała się ludzka psychika. Osoby po misjach wojskowych niejednokrotnie latami zmagają się z traumą spowodowaną widokiem wydarzeń, których byli świadkami. Tutaj natomiast nasuwa się jeszcze inny koncept-sterowanie psychiką. Przeraża mnie to, jak łatwo można zmanipulować drugim człowiekiem tak, aby ten w ogóle nie odnotował tego zjawiska. W ten sposób udaje się nakłonić np do samobójstwa, co poprzedza wywołanie depresji. Podobnych czynów dopuścił się Igor. Jesteśmy tylko marionetkami, możemy być jedynie narzędziem w ręku innych. To właśnie inni mogą zrobić z nami wszystko. Bolesny i przykry dowód na to, że człowiek, pomimo swojej genialności w toku ewolucji, jest istotą słabą.

Odnalazłam ostatecznie plus tej książki. Bałam się sięgać po ten tom, a paradoksalnie jest to moja ukochana seria, zaraz po "W kręgach władzy". Tutaj zdarza się "kryzys trójek"-co trzeci tom słabszy. Trudna i żmudna "Rewizja", "Oskarżenie", które niezbyt mnie przekonało. Tym razem jednak odetchnęłam z ulgą. Raziła mnie tylko jedna, romantyczna scena pod koniec powieści.

Powieść podobała mi się. Stwierdzam to z wielką ulgą. Pomimo tych wszystkich nieszczęść, które spadają na Chyłkę, wiemy, że będzie dziesiąty tom. Podejrzewam wrzesień. Nie wiadomo, ile tomów finalnie będzie miała ta seria, bo Autorowi mnożą się pomysły w zawrotnym tempie. Zakończenie nie wbija w fotel (jak w "Transie", po którym nie wiem, kiedy się pozbieram), jest smutne. "Umorzenie" polecam. Lepiej jednak znać poprzednie tomy, bo niektóre wątki delikatnie się zazębiają.

1 komentarz:

Copyright © Szablon wykonany przez Blonparia