sobota, 21 września 2019

Najlepsza powieść Stephena Kinga według Skazanej, to...

Wiele osób pytało, być może czekało na ten wpis, nie wiem. W związku z przypadającą rocznicą urodzin Stephena Kinga podejmę się próby odpowiedzi na wasze ulubione pytanie: która powieść (nie horror) jest najlepsza? Zaraz zapewne polecą gromy i głosy sprzeciwu, bo przecież nie da się tego jednoznacznie stwierdzić! Ale dlaczego by nie spróbować?


Stephen King to pisarz nienormalnie płodny (chociaż sukcesywnie dogania go w tej kwestii nasz Remigiusz Mróz, pozdrawiam oczywiście). Wydał w swoim życiu ponad 70 książek. Nie wszystkie były udane, jak już wiecie. Będąc w połowie jego twórczości, mogę już wypowiedzieć się na temat jego powieści. Odłożyłam na bok wszystkie tomy opowiadań (trochę ich było!) i cykl "Mroczna Wieża", i dopiero teraz mogę wybrać tę dziesiątkę, a wśród niej najlepszą powieść Stephena Kinga.



10 "To"
Ja wiem, że wielu z Was uwielbia, dlatego tu umieściłam. Macie recenzję, nie opowiadam tu fabuły, natomiast zakończenie nie powaliło, a całość rozeszła się w szwach. Dla mnie jest to jedna z najgorszych powieści Kinga. Przykro mi.

9. "Dallas '63"
Wszyscy się nią zachwycają. Dla mnie była dobra, chociaż nie przepadam za gatunkowymi mieszankami, a tutaj jest dosłownie WSZYSTKO, jak sardynki w puszce. Dobra, ale daleko jej do najlepszej.

8. "Ręka Mistrza"
Uwielbiam. Opasła jak na Kinga przystało, z wieloma odwołaniami i ciekawym motywem. Nadal jednak nie jest to najlepsza powieść Stephena Kinga.

7. "Bastion"
Majstersztyk powieści postapokaliptycznej. Co prawda Joe Hill chciał ten geniusz dogonić w swoim "Strażaku" (nie polecam!), ale spalił pomysł na panewce. Nie można jednak odmówić "Bastionowi" spójności, co wyróżnia go na tle innych fabuł, które niespodziewanie umierają śmiercią naturalną. Dużo akcji, dużo lokacji,  dużo tym samym chaosu i to on właśnie spycha "Bastion" z piedestału najlepszych. Niemniej jednak uwielbiam.

6. "Przebudzenie"
Nie polecam zaczynać od tej powieści. Nieco inny podgatunek horroru, bardziej egzystencjalny, który nieobeznanych czytelników może wynudzić czy uśpić, co jest  straszne. Hołd dla twórców horrorów, ojców tego gatunku, ale nadal nie jest to najlepszy tytuł.

5. "Lśnienie"
Uwielbiam, mam absolutną obsesję na punkcie Panoramy, ale nie będę w niej mieszkać, spokojnie. Ta powieść jest takim paradoksem głównego bohatera. Jack Torrance jest pisarzem i pełniąc dozór w hotelu, piszę również woje dzieło.  Próbuje odciąć się od zła zamieszkałego w tym miejscu, ale jednocześnie musi otworzyć się na nie, chcąc usłyszeć swój wewnętrzny głos pisarski. To także próba zrozumienia funkcjonowania umysłu omamionego alkoholem. Sam Stephen King nic nie pamięta z momentów tworzenia tj książki, a szkoda. Dodatkowo "Lśnienie" przytłacza przestronnością, ilością i klaustrofobią jednocześnie. Nie polecam Wam ekranizacji Stanleya Kubrick'a, który minął się z pomysłem. Sam pisarz jej również nie lubi i tutaj się zgadzamy. "Lśnienie" pomimo tego, że uwielbiam bezgranicznie i mogłabym Wam o nim trąbić cały rok, jeszcze nie jest najlepszą Kingową powieścią. 

4. "Zielona Mila"
Jakie ja miałam przejścia z tą powieścią... Masakra. Pierwsze czytanie mnie wynudziło całkiem. Drugie już lepsze, w tamtym roku. Trzecie dopiero otworzyło mi oczy na znaczenie tytułu. Pewien człowiek trafia do lokacji więziennej przez przypadek. Zielona Mila to trasa końcowa przed wykonaniem kary. W tej powieści autor pyta nas o sens kary śmierci. Dziś wiemy, że nie potrzeba kar, bo przecież każdy z nas kiedyś i tak przejdzie swoją ostatnią drogę-drogę ku końcowi-tytułową Zieloną Milę. Wszystkie wątki są na miejscu, domknięte, dopięte na ostatni guzik, ale... To nadal nie jest najlepsza powieść...

3. "Misery"
Ja tę powieść pamiętam do dziś tak samo wyraźnie. Kameralny, drapieżny thriller, dramat dwóch postaci. Historia tak teatralna, tak smutna i przerażająca, że mnie bolały wszystkie kości podczas czytania. Oto Annie Wilkes, która jest pielęgniarką, ale tylko na papierku. Opieka nad chorymi ludźmi najzwyczajniej jej nie wychodzi. Kobieta przetrzymuje w swoim domu ukochanego pisarza, którego jest jednocześnie największą fanką. Możemy z bliska zaobserwować, jak łatwo można przekroczyć granicę i wpaść w szpony szaleństwa. Thriller idealny. Nadal jednak czegoś tu brakuje, aby nazwać "Misery" najlepszą książką Kinga.

2. "Cmętaż zwieżąt"
Zanim zarzuci mi ktoś dysleksję, której nie mam (literówki itp są wynikiem kaprysów wysłużonej klawiatury),  to poinformuję Was, że błąd w tytule jest celowy. To opowieść o żałobie, o śmierci, o strachu przed nią (niepotrzebnym, bo i tak nadejdzie, musi), o niemożności pogodzenia się ze stratą. Dowód na to, że każdą żałobę musimy przeżyć. Trzeba dać upust tym emocjom, jak silne by one nie były, bo inaczej ta śmierć może się przyczynić do Waszej i staniecie na granicy pomiędzy, czego też nie polecam. Czekam na ekranizację, bo ma być (czy już jest?), zobaczymy. Pamiętajcie: żałoba nieprzeżyta też może zabić, tylko niewidocznie dla otoczenia.

1 "Historia Lisey"
Wiem, jesteście w szoku i nie wyjdziecie z niego przez tydzień. Przyznaję, że jest to powieść trudna pod względem budowy. Słownictwo nie jest łatwe. Historia małżeństwa rozdzielonego. On był pisarzem (tradycyjnie), umarł. Ona porządkuje rzeczy w mieszkaniu i nie może się pozbierać, pogodzić z tą stratą. Wreszcie para porozumiewa się w takim swoim lingo. Tutaj macie problem, w tym dialekcie małżeńskim. Obce osoby rozumieją co piąte słowo z wypowiedzi, a ja Wam powiem tak: każda para, czy narzeczonych, czy małżeństwo, każda ma swój slang, swoje skróty myślowe. Są one oczywiste tylko dla nich. Narzekacie, bo zapewne sięgnęliście po nią za wcześnie. Sam Stephen King zadedykował ją żonie. Nie dziwię się, gdyż jest ona najbardziej osobistą i szczerą powieścią autora, na jaką mogłam trafić. Każda para ma swoje kody, podobnie ja i mój ideał, którego chwilowo nie ma w Polsce, a który do tej pory tu zagląda. Czasem rzucę jedno zdanie i już wiadomo, o co chodzi. To jest naturalne po czasie, więc nie rozumiem tego zarzutu. Dodatkowo czytałam ją w chwilach osamotnienia i płakałam przez jej znaczną część. Tak, nawet ja płaczę...

Tak wygląda moje zestawienie najlepszych (i najlepszej) powieści Stephena Kinga. Polecam wszystkim, ale ze mną zostanie pierwsza trójka + "Lśnienie". We wrześniu nowa powieść-"Instytut"-nawiązująca do nieszczęsnego "To" i spalonej "Podpalaczki". Trochę się obawiam tej powieści Dajcie znać, czy chcecie poczytać o "Instytucie".

2 komentarze:

  1. Bardzo przydatna lista ;) Kilka pozycji mam do przeczytania i wiem po czym nie spodziewać się cudów :D

    OdpowiedzUsuń
  2. też uważam, że to bardzo przydatna lista, któregoś dnia sięgnę po tego autora, bo zbieram się już od jakiegoś czasu :)

    OdpowiedzUsuń