piątek, 20 września 2019

„Frankenstein” - Mary Shelley | Klęska wobec siebie

Autor - Mary Shelley
Tytuł - „Frankenstein”
Gatunek - horror
Liczba stron - 320
Wydana - 2013
Wydawnictwo - Vesper
Ocena - 10/10

















Przyjacielskie spotkanie i niewinny zakład - tak wszystko się zaczęło. W efekcie powstała jedna z najbardziej znanych powieści grozy, uznawana już za klasyk gatunku. Czy „Frankenstein” Mary Shelley rzeczywiście straszy?

Kapitan Walton ratuje rozbitka. Jest on naukowcem, nazywa się Wiktor Frankenstein. Podczas prowadzonych rozmów ten zwierza się Waltonowi ze swojego największego marzenia - chciałby stworzyć coś idealnego, perfekcyjnego w samej istocie. Efektem wieloletnich i wnikliwych badań było ulepienie potwora z ludzkich zwłok i ożywienie go. Wkrótce okazuje się, że plan Wiktora runął, mimo że stworzenie wykazywało ludzkie cechy. Mężczyzna chciał jak najszybciej pozbyć się swojego wynalazku. Za tę decyzję przyjdzie mu jednak słono zapłacić.

Ta powieść uznawana jest za horror, jednak nie wszyscy uważają, że należy ją w ten sposób klasyfikować. Nie wywołuje ona tego pierwotnego, głęboko zakorzenionego strachu. W rzeczywistości niepokoi i otula Czytelnika smutkiem ziejącym z jej kart. Pomimo upływu dekad książka wciąż jest niezwykle aktualna, szczególnie we współczesności, która rządzi się swoimi prawami. 


„Nieszczęśników wszyscy nienawidzą, jakżeż muszą tedy nienawidzić i mnie, najżałośniejszego spośród wszystkich żywych istot! Ale i ty, stworzyciel mój, odrzucasz mnie ze wzgardą, choć związaniśmy węzłem, który może przeciąć tylko śmierć jednego z nas. Oto pragniesz mnie zgładzić. Jak śmiesz tak igrać z życiem?”


Książka jest wieloznaczna, bogata w motywy, pomimo niepozornie wyglądającej fabuły. To opowieść o marzeniu zrealizowanym z opłakanym skutkiem. Wynalazek samego Wiktora sprzeciwił mu się, więc ten postanowił go zniszczyć. Odbiegał od pierwotnego założenia. Do powieści idealnie nawiązuje także grecki mit o Prometeuszu, którego spotkała kara za szlachetny czyn. Warto pamiętać, że człowiek nigdy nie dorówna bóstwom. Próby doścignięcia ideału spełzną na niczym, niezależnie od ambicji i chęci. To właśnie one okazują się być największą zgubą człowieka.

Ta powieść uczy poprzez swoją aktualność. To historia człowieka, który zrzekł się odpowiedzialności. Za każdą decyzję kiedyś trzeba będzie ją ponieść. Życie Wiktora było paradoksem. Wychował się w szczęśliwej rodzinie, spełnił marzenie, ale jego rezultat pozostawiał wiele do życzenia. Ulepiony potwór wydał mu się wstrętny, obrzydliwy, szkaradny. Chciał go za wszelką cenę zniszczyć, niwecząc lata pracy włożonej w wykonanie swojego dzieła. Ta powieść boli niemal fizycznie podczas czytania i smuci brakiem konsekwencji, zamiast straszyć w sposób typowy dla horrorów.

Człowiek ustala sobie często zbyt górnolotne cele. W laboratoriach próbuje bawić się genami, manipulować nimi i modyfikować żywność. Efekt bywa rozczarowaniem. Z kart powieści wyziera także brak akceptacji współczesnych zdobyczy technologii. Media społecznościowe, sztuczna inteligencja to zbawienie, ale także przekleństwo. Wszystko to rozwinęło się w określonym kierunku. Człowiek nie ma wpływu na przyszłość. Każdy twór zawiera mankamenty. W pogoni za wyimaginowanym perfekcjonizmem odrzucamy wszystko to, co jest wadliwe. Podobne odczucia miało stworzenie Wiktora. On był świadomy swojej odmienności i oczekiwał akceptacji. Sprzeciw Wiktora zrodził w nim chęć zemsty za - wydawałoby się niepotrzebne - powołanie go do życia. Niestety, takich przykładów jest o wiele więcej w niełatwej codzienności. Wszystko kiedyś powraca.

Ta niewinnie wyglądająca opowieść zawiera jeszcze jedno przesłanie. Bohater próbuje zgłębić od dawna frapującą wszystkich tajemnicę Wszechświata. Próby wniknięcia w coś z przeszłości zawsze kończą się fiaskiem. W istocie jest to powieść tragiczna o człowieku, który przegrał z samym sobą. Zgubiły go wizje, marzenia i ideały. Zabrakło pokory, odpowiedzialności i konsekwencji. Dlatego ta powieść jest wciąż aktualna. Można do niej wracać, aby nie zatracić się w pędzie życia.

„Frankenstein” Mary Shelley to książka godna miana arcydzieła. Autorka prawdopodobnie stworzyła je zupełnie nieświadomie. Wielokrotnie czytana pozwala odkrywać nowe motywy, zależnie od punktu widzenia. Prawdziwa, bolesna i smutna historia o nas samych. Powinna być odbierana jako przestroga. Godna uwagi, skłania do wielu przemyśleń.

1 komentarz:

  1. Jestem jedną z osób, które jeszcze tego nie czytały, ale od dłuższego czasu się przymierzam więc może w końcu też nadrobię 😉
    Pozdrawiam
    subjektiv-buch.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń